Pożar kościoła w Kołczygłowach

Wydarzenie to z pewnością odegrało ważną rolę w życiu parafii, otworzyło pewien nowy rozdział, który trwa do dnia dzisiejszego.

Z kroniki parafialnej: “Wczesnym rankiem dnia 6 grudnia 2001r. mieszkańców Kołczygłów i okolicznych miejscowości lotem błyskawicy obiegła szokująca wiadomość, że wypalił się kościół w Kołczygłowach. Wielu nie wierzyło swoim uszom, traktując to jako informacyjną pomyłkę, bo w świadomości wielu ludzi funkcjonowało przeświadczenie, że może się spalić np. stodoła, dom, ale nigdy nie kościół. – Pan Bóg nigdy by przecież do tego nie dopuścił. – A jednak dopuścił. – Wiele było i jest na ten temat dyskusji, dlaczego taki był jednak dopust Boży. Fakt ten, jakby go nie komentować, skłonił wielu z parafian do introspekcji własnego ja, do przeanalizowania swojej postawy wobec spraw Bożych, w tym bardzo zdecydowanie wobec Kościoła Chrystusowego, jako wspólnoty wiernych i Kościoła, jako świętego miejsca gromadzenia się parafian. Trzeba podkreślić, że przez lata całe piecza nad stanem fizycznym i wizualno-estetycznym tego miejsca – budynku i jego otoczenia – daleka była od satysfakcji. – Ludzie mogą snuć domysły. Nieraz logiczne, nieraz banalne. Stwórca jednak zna istotę rzeczy. My powinniśmy wyciągnąć wnioski z Ewangelii. “

Kroniki parafialne mówią również wiele na temat przyczyn i przebiegu tego “feralnego” wydarzenia: “Jest wiele wersji na temat tego wydarzenia. Trzeba przyjąć określenia i oceny najczęściej powtarzające się i najbardziej prawdopodobne. Oto niektóre fakty: Pewna osoba idąca wcześnie rano- około godziny 5:30 do pracy, zauważyła płomienie w oknach kościoła. Jedna z pasażerek autobusu relacji Bytów- Słupsk (około godziny 5:40). Zauważyła języki ognia w kościele. Zaalarmowała kierowcę, który natychmiast się zatrzymał. Ktoś zawiadomił straż pożarną. Około godziny 6:00 zawyła syrena strażacka. Pierwsza, dość sprawnie przybyła straż z Kołczygłów. Potem zjeżdżały się straże z innych miejscowości. W sumie było ich dwanaście. 

Ogień zajął już niektóre partie kościoła. Trudno było go stłumić, tym bardziej, że wewnątrz było pełno dymu, co bardzo utrudniało oddychanie. Zastosowano maski przeciwgazowe. Wynoszono co cenniejsze wyposażenie. Pomagał kto mógł, kto był w pobliżu i zauważył pożar. Gaszenie trwało kilka godzin. Spalił się doszczętnie lewy ołtarz Matki Boskiej. Prawdopodobnie stamtąd musiał wyjść ogień. Opalił ołtarz główny. Figura Chrystusa Króla uległa osmoleniu i popękała. Przed kompletną destrukcją, niepowtarzalne, pełne symboliki, ekspresji i dynamiki jej zdjęcie wykonała Małgorzata Brywczyńska z Kołczygłów (“Chrystus w płomieniach”- zdjęcie powyżej) Prawy (patrząc w kierunku prezbiterium) ołtarz św. Józefa zachował się we względnym stanie, chociaż był okopcony, podobnie jak obraz świętego. Na skutek wysokiej temperatury popękały i wypadły niektóre szyby z okien, szczególnie ze wschodniej części północnej ściany kościoła, a więc w miejscu, gdzie zaczął się pożar i gdzie był najgroźniejszy. Ze stopnia nadpalenia a nawet zwęglenia poszczególnych elementów wnętrza wynika, że płomienie przemieszczały się od ołtarza Matki Boskiej do ołtarza św. Józefa, a następnie po modrzewiowym stropie na tylne partie kościoła, gdzie strawiły większą część obudowy organów. Stosunkowo niewiele ucierpiały ławki i filary wspierające strop, jak również belkowanie stropu. Prawdopodobnie Rejonowy Konserwator Zabytków ze Słupska pan mgr Daczkowski wyraził opinię, że chyba cudem jest że cały kościół się nie spalił. Żywiołowemu rozprzestrzenianiu się płomieni nie sprzyjał fakt, że wszystkie okna i drzwi były pozamykane, a więc nie było przepływu powietrza.

 Jednym z najważniejszych i bulwersujących pytań było: Jaka była bezpośrednia przyczyna pożaru?

Opinii na ten temat było kilka. Ks prob. Kazimierz Bochenek sugerował m.in., że mogło być włamanie i celowe podpalenie. Jednak śladu włamania nie było. Przytaczano też typową przyczynę pożarów we wnętrzach: zwarcie przewodów elektrycznych. Tego też nie można było udowodnić. Najbardziej prawdopodobną wydaje się wersja, że przyczyną pożaru była świeca adwentowa. Stała ona w pobliżu ołtarza, gdzie zaczął się pożar. Możliwym jest, że przez zapomnienie nie została zgaszona, lub nie dogaszona po ostatnim nabożeństwie przed pożarem. Niestety, absolutnie niepodważalnej odpowiedzi na ten temat, jak do tej pory nie ma.

Około godziny 12:00 (6 XII 2001r.) wnętrze kościoła przedstawiało jedno ponure pobojowisko. Ogień był już całkowicie ugaszony. Warstwa piany gaśniczej, niby puszysty śnieg pokrywała niemalże całą posadzkę. Strażacy i pracownicy interwencyjni z gminy uwijali się pracowicie, usuwając wszystkie spalone i nadwęglone elementy drewniane, najpierw głównie stropu. W realizacji tych prac było pełne poparcie Wójta Gminy Jerzego Talewskiego, poprzez udostępnienie pracowników interwencyjnych i środków transportu.”

Sytuacja w parafii kołczygłowskiej po pożarze kościoła

Warunków w kościele do odprawiania mszy świętej nie było. Dzięki zaangażowaniu różnych organów (ówczesnego Wójta Gminy Jerzego Talewskiego i Dyrektora Szkoły Piotra Zaborowskiego) msze święte odprawiane były początkowo w sali widowiskowej Wiejskiego Ośrodka Kultury w Kołczygłowach następnie w sali gimnastycznej szkoły.

Zmiany personalne w parafii

“W czasie przedświątecznym ks. prob. Kazimierz Bochenek odszedł na zwolnienie lekarskie. Ksiądz Biskup Ordynariusz powierzył ks. Janowi Flaczyńskiemu obowiązki Administratora Parafii” Ze względu na problemy zdrowotne nowo mianowanego ks. administratora msze św. sprawował ks. Roman Spichalski z Bytowa. Na początku stycznia 2002 r. przybył ksiądz Jan Flaczyński. Nabożeństwa odbywały się w soboty i w niedziele na sali gimnastycznej, natomiast w pozostałe dni w domu przedpogrzebowym. Jak wspominają kroniki parafialne “Parafianie byli (i są) bardzo zadowoleni z postawy księdza administratora. Świadczyła o tym m.in. niebywała frekwencja na nabożeństwach. Szczególnie podobały się wszystkim ciekawe, treściwe i zwięzłe kazania.” Porządkami po wypaleniu kościoła zajmował się energicznie i programowo ks. Flaczyński.”

Pożegnanie dotychczasowego i mianowanie nowego księdza proboszcza Parafii Kołczygłowy

17 lutego 2002r. (niedziela) na głównej Mszy Świętej Ks. Dziekan Roman Spichalski z Bytowa odczytał akt ks. Biskupa Diecezji Pelplińskiej Jana Bernarda Szlagi o decyzji przejścia w stan spoczynku dotychczasowego ks. prob. Kazimierza Bochenka z jednoczesnym mianowaniem na to stanowisko ks. administratora Jana Flaczyńskiego. Na uroczystej mszy świętej nie zabrakło życzeń, kwiatów, wierszyków dzieci i pieśni wykonanych przez chór szkolny. Na mszy św. obecni byli ks. Roman Spichalski, dziekan, ks. prałat Jan Giriatowicz, proboszcz kościoła św. Jacka ze Słupska. Ostatnią mszę świętą w Kołczygłowach były proboszcz Kazimierz Bochenek sprawował 28 kwietnia 2002r.

Montaż nowej wieży kościelnej

“W lipcu 1990r. z powodu podniszczenia przez wpływy atmosferyczne zdemontowano kościelną wieżę. Tak więc przez szereg lat kościół jej nie posiadał. Taki widok kościoła nie wzbudzał zachwytu. Dlatego też ks. proboszcz Jan Flaczyński przy pomocy Wójta Gminy Jerzego Talewskiego, w ramach prowadzonego remontu kościoła po pożarze, doprowadził również do renowacji wieży. Została dokładnie i z pietyzmem wykonana na wzór poprzedniej. Jest dziełem fachowców budowlanych.
13 lipca 2002r. w godzinach 9:00 – 10:15 duży dźwig budowlany wciągnął ją na dach kościoła i posadowił we właściwym, uprzednio przygotowanym miejscu. Te dość skomplikowaną czynność obserwowali